Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

Pretty Little Liars. Zabójcze, Bez serca, Pożądane


Czasem jesteśmy skazani na powtarzanie tego, o czym zapomnieliśmy.

W odróżnieniu do poprzednich niebezpiecznych wydarzeń, które czterem dziewczynom z Rosewood zafundowało tajemnicze A., tym razem nastolatki postanowiły zgłosić tę sytuację na policję. Niestety gdy detektywi przeszukiwali las w poszukiwaniu ciała, które jeszcze kilka godzin temu Aria, Hanna, Emily i Spencer widziały na własne oczy, nie znaleźli niczego. Nastolatki zaczynają zastanawiać się, co chciał im udowodnić ich największy wróg... a może partner in crime (partner w przestępstwie)? Obłęd wywołany tajemniczymi wiadomościami, które jeszcze niedawno dziewczyny dostawały od swego prześladowcy, odszedł w niepamięć. Smsy, które obecnie dostają nie są nawet częściowo tak przerażające, jak dotychczas. Zatem czy można stwierdzić, że A. w swój własny, odmienny, szalony sposób próbuje pomóc im w rozwikłaniu zagadki dotyczącej śmierci ich przyjaciółki, Alison DiLaurentis?


Trzeba żywić nadzieję jak długo się da. Ale trzeba też umieć ją porzucić.

Po strasznym pożarze Spencer straciła nie tylko swój domek w ogródku, lecz także godność - podobnie jak pozostałe dziewczyny. Niemal wszystkie są przekonane, że widziały swoją zmarłą przyjaciółkę, Ali. Jednak gdy oznajmiły to władzom miasteczka, nikt im nie uwierzył, wszyscy w szkole zaczęli wytykać je palcami, natomiast media nazwały je kłamczuchami. Dzięki takiej reakcji nastolatki przestały wierzyć same sobie w to, że zobaczyły Alison. Mając znacznie więcej kłopotów na głowie, przestają o tym myśleć i zaczynają zajmować się własnymi problemami. Niestety sprawa ich rzekomo zmarłej przyjaciółki wydaje się ich prześladować - A. wysyła Emily do wioski amiszów, Hanna zostaje umieszczona w ośrodku psychiatrycznym, a Aria postanawia zasięgnąć pomocy medium. Jedyną osobą, która uparcie wierzy w to, że Alison została już pogrzebana, jest Spencer. Obecnie musi uporać się z problemami rodzinnymi. Czy naprawdę została adoptowana?


Czas zacząć przedstawienie. -A.

Rzekomy morderca Alison został aresztowany, więc wydawać by się mogło, że dziewczyny nareszcie mogą odetchnąć z ulgą. Czym jednak byłoby ich życie bez pewnych dramatów? Gdy A. chowa się za kurtynę, na scenę wychodzi... bliźniaczka Alison, o której nikt nie miał pojęcia! Courtney w mig staje się tak popularna jak dawniej jej siostra, jednak mimo że dopiero zaczęła życie w Rosewood, wydaje się jakby znała każdą tajemnicę, jaką skrywają w sobie mieszkańcy. Czwórka przyjaciółek zmarłej dziewczyny również nie pozostaje obojętna Courtney. Nastolatka szybko staje się podporą dla każdej z kłamczuch. Ratuje Hannę z opresji po dziwnym żarcie, rozkochuje w sobie Emily, która najwyraźniej nadal nie otrząsnęła się po swojej sympatii do Alison, jest również idealnym ramieniem, na którym Spencer może się wypłakać po przykrych doświadczeniach ze swoją rodziną. Swoje prawdziwe, kłamliwe oblicze Courtney pokazuje tylko w życiu Arii, gdy to postanawia odbić jej chłopaka. Jakie tajemnice skrywa nowa dziewczyna w mieście pełnym sekretów?


Zabójcze, Bez serca i Pożądane to kolejno szósty, siódmy i ósmy tom bestsellerowej serii Pretty Little Liars, napisanej przez Sarę Shepard. Podczas gdy pierwsze części sagi skupiały się głównie na problemach z życia dziewczyn oraz wiadomościach, które dostawały od tajemniczego nadawcy, fabuła kolejnych tomów opiera się zwłaszcza na sprawie morderstwa jednej z mieszkanek Rosewood. Im dalej idąc, tym więcej pytań rodzi się w umyśle czytającego. Shepard ma coraz dojrzalsze pomysły, przez co nigdy nie wiemy, czego możemy się spodziewać. Tym razem A. okazało się być pomocne wobec dziewczyn, czego powodu dowiadujemy się w tych trzech częściach. Ba! Przy zakończeniu ósmego tomu dowiadujemy się o tożsamości prześladowcy, a także o tym, kto naprawdę zamordował Alison DiLaurentis. Zaciekawieni? Przestraszeni? Prawidłowo! Jak najbardziej polecam.

Oceny: 8/10, 7/10, 8/10

środa, 15 maja 2013

Intruz




Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało.


Czy wyobrażasz sobie życie w świecie, w którym nie istnieje przemoc? Nikt nie wszczyna wojen, ludzie żyją w pokoju, pełni akceptacji do pozostałych mieszkańców naszej planety - niezależnie od ich rasy czy pozycji społecznej. Bez wątpienia niemal każdy z nas marzy o byciu częścią takiego społeczeństwa, jednak jak to w życiu bywa, nawet w takim przypadku istnieje haczyk. Co powiedziałbyś, gdyby rasa ludzka przegrała i została ofiarami pozornie perfekcyjnych stworzeń, nazywanych duszami, które wszczepiając się w nasze ciało, odbierają nam świadomość, prawo do własnych decyzji, a co za tym idzie, prawo do życia? Jak wyglądałby twój plan, jeśli stanąłbyś przed obliczem unicestwienia - czegoś znacznie gorszego od samej śmierci?

Melanie była jedną z nas - ludzi, których ciała obecnie zostały przejęte przez nieśmiertelne dusze, będące naszymi wrogami, okupującymi Ziemię jako jedną z wielu planet w galaktyce, którą posiedli. Dziewczyna, jako jedna z nielicznych osób wciąż świadomych swego istnienia, po zapoznaniu się z kilka lat starszym Jaredem, dołączyła do podziemnej grupy ocalałych. Znalazło się tam również miejsce dla jej młodszego brata, Jamiego. Niestety gdy wyruszyła na jedną z misji, została schwytana przez wrogów. Ich zamiarem było wszczepienie w jej ciało jednego z obcych, którzy wyłudziliby od niej informacje o kryjówce ostatnich prawowitych mieszkańców tej planety. Mimo że zabieg przeszedł pozornie bezproblemowo, Wagabunda - nowa mieszkanka ciała dziewczyny, wkrótce odkrywa pewien błąd i po długich przemyśleniach, postanawia połączyć siły ze swoją towarzyszką. Nie mogą pozwolić na schwytanie najbliższych ich sercom istot.

W czasach ogromnej popularności dystopii, które znów wróciły do łask, rzadko spotykamy się z tego typu książką, w której wrogami nie są ludzie, a zupełnie inne istoty. Zazwyczaj rządzą władzy i terroru wykazuje się właśnie nasz gatunek, którego zamierzenia często są niejasne. W Intruzie natomiast mamy do czynienia ze srebrnymi maziami, których odnóża wszczepiają się w każde komórki naszego ciała, gdy tylko mają na to szansę. Dusze wymazują nam pamięć, o ile nie mają podejrzeń o działalność człowieka w grupie rebeliantów. Jak można się domyślić, równa się to ze zniszczeniem człowieka, który do tej pory zamieszkiwał dane ciało. Wspomniane istoty są więc tytułowymi intruzami, które napadają na nasze ziemie ze swoimi pseudoidealnymi planami. W ich zamierzeniach, które szybko się ziściły, świat miał stać się bezkonfliktową planetą, podobnie jak pozostałe, zamieszkałe przez nich miejsca. Można zatem śmiało powiedzieć, że sytuacja, w której znalazła się Wagabunda, jest jedną na milion. Nigdy dotąd dusze nie miały styczności z tak walecznym człowiekiem jak Melanie. To jej głos, myśli i wspomnienia krążyły w głowie wszczepionej w jej ciało istoty, która szybko przekonała się, że stoi po złej stronie wojny.

Stephenie Meyer jest kojarzona głównie z bestsellerową sagą Zmierzch, za co nie można nikogo winić. Wstydzić się jednak powinny osoby, które tkwią w przekonaniu, iż jej kolejna powieść może być wrzucona do tego samego worka! Intruz jest bowiem całkowitym przeciwieństwem niezbyt ambitnych książek o wampirach, które zostały pokochane przez nastolatki na całym świecie. Antyfani są zdania, że jedyną rzeczą, jakiej dziewczyna staje się pewna po przeczytaniu wywodów Belli, jest konieczność posiadania mężczyzny u swego boku. Dystopia amerykańskiej pisarki jest natomiast pełna niezwykle mądrych i przydatnych wniosków, jakie można wysnuć po przeczytaniu całej książki. Mamy możliwość zastanowienia się, a raczej gdybania, co by się z nami stało, jeśli znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji jak główne bohaterki. Dodatkowo stajemy się pewni tego, jak wielką wartością w życiu jest miłość i rodzina. Obserwując tajną działalność ludzi z punktu widzenia intruza, jesteśmy dumni z tego, że w najkrytyczniejszych chwilach nasz gatunek byłby w stanie się zjednoczyć i działać wspólnie, nie patrząc na to, kto jest kim. Jest to jedynie kilka przykładów, jakich w tej książce można znaleźć naprawdę mnóstwo.

Główne bohaterki, jakimi bez wątpienia są Wagabunda i Melanie, to silne osobowości, którym daleko do ideału. Wagabunda jest rozchwytywaną przedstawicielką dusz, odbywających podróże po całym wszechświecie. W poprzednich życiach była nawet niedźwiedziem, dzięki czemu teraz ma o czym opowiadać tym, którzy tego typu odwiedziny mają jeszcze przed sobą. Prowadziła wykłady na uczelni, gdzie dzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniami z planet, które odwiedziła. Do momentu, gdy znalazła się w ciele Melanie, była pewna, iż istoty, do których grona sama należała, są perfekcyjne, a ich miejsce na Ziemi całkowicie uzasadnione. Kiedy poznała mentalność człowieka oraz uczucia, z jakimi dotychczas nie miała styczności, stopniowo przyznawała rację ludziom, a bunt i opór, jaki stawiali, uznała za zrozumiały. Po spotkaniu kolejnych ocalałych, zawarciu z nimi przyjaźni oraz innych, znacznie silniejszych więzi, sama poczuła się jak człowiek, a wkrótce zaczęła przeciwstawiać się innym duszom. Jest tu przedstawione zjawisko zachwianej lojalności i uczucia przynależności.

Melanie można by natomiast zaliczyć do typowych buntowniczek-rebeliantek, które zgodziłyby się na najgorsze cierpienie, jeśli tym kosztem mogłyby uratować swoich bliskich przed schwytaniem. Po śmierci rodziców, dziewczyna musiała zaopiekować się swym młodszym bratem, co było nie lada wyczynem w czasach, gdy nie zaatakowani przez dusze ludzie nie mieli dostępu do podstawowych rzeczy. Musiała błyskawicznie dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za wychowanie chłopca, który był dla niej wszystkim. Gdy spotkała Jareda, mężczyzna zajął drugie miejsce w tej hierarchii. On również należał do niewielkiej grupy ludzi, którzy jeszcze nie zostali schwytani w ręce wroga. Dopiero podczas oglądania ich wspomnień, wraz z Wagabundą uświadamiamy sobie siłę miłości w niepewnych czasach.

Intruz to zupełnie nowa Stephenie Meyer, której nie poznałabym, gdyby nie jej nazwisko na okładce książki. Jej warsztat pisarski przez minione lata diametralnie się zmienił - na szczęście idzie on ku lepszemu. Widać również znacznie większe zaangażowanie w pisanie książki oraz masę świeżych, dobrych pomysłów. Miejmy nadzieję, że kilka z nich wykorzysta również w sequelu, który prawdopodobnie będzie nosił nazwę Łowca!
Ocena: 8+/10
Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Juventum.pl i wydawnictwu Dolnośląskiemu.

sobota, 30 marca 2013

Koszmary i fantazje. Listy i eseje Lovecrafta



Autor: H. P. Lovecraft
Tłumaczenie: Mateusz Kopacz
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 383
Premiera: 23 marca 2013

Żyję tylko po to, by uchwycić pewną cząstkę tego ukrytego, wprost nieuchwytnego piękna; piękna, które całkowicie przynależy do sfery snu i które, jak czuję, znałem blisko, upajając się nim przez długie eony przed moimi narodzinami lub narodzinami tego czy jakiegokolwiek innego świata.

Howarda Phillipsa Lovecrafta, żyjącego w latach 1890-1937, można nazwać ojcem weird fiction lub, jak to wyraził Stephen King, największym twórcą klasycznej powieści grozy dwudziestego wieku. Obecnie nie ma osoby, która nie znałaby jego nazwiska. Amerykański pisarz wiódł życie zgodnie z mantrą, która mówiła, iż jest ono niepojęte dla ludzkich umysłów, a wszechświat jest wrogim miejscem dla interesów ludzkości. Czytając jego powieści można zauważyć obojętność, jaką okazuje wobec ludzkich wierzeń i spraw, których nigdy nie miał zamiaru zaszczycić zainteresowaniem. Jak sam wyznawał, wolał przebywać w krainie snów niż w towarzystwie ludzi, z których zachowania nie mógł czerpać wystarczającej inspiracji.

Lovecraft, będąc twórcą mitologi Cthulhu wywodzącej się z jego serii książek o podobnej nazwie, pozostawał oryginalny, a jego pomysłów nie można było porównywać do jakichkolwiek wychodzących z umysłów ówczesnych autorów. Pisarz pozostawał w kontakcie z wieloma bliskimi znajomymi, czego tysiące listów, będących pozostawioną przez niego spuścizną, są doskonałym dowodem. Mimo że często opisane są tam rzeczy z pozoru nieistotne, dla wiernego fana znanej osobowości będzie to nie lada gratka. Na szczęście również i ci mniej wymagający miłośnicy gatunku oraz jego inicjatora, do których się zaliczam, znajdą w Koszmarach i fantazjach coś dla siebie. Tak, prawdziwa przyjemność jeszcze przed wami!

Widząc w tytule książki wyraz listy, często jesteśmy tym oślepieni i nie zwracamy uwagi na dalszą jego część. W nagłówku znajduje się bowiem również słowo eseje, których jest w tej pozycji od groma! W tak obszernym tomiszczu, będącym zbiorem słów spisanych przez znanego pisarza, możemy znaleźć kilka naprawdę wartych uwagi opowiadań, lecz ja do swoich ulubionych zaliczam W gabinecie redaktora, które jest prawdopodobnie najbardziej inspirującą rzeczą, jaką kiedykolwiek przeczytałam.


Gdyby ekstrawagancji było mało, dwudziestowieczny autor udziela rad i wskazówek początkującym pisarzom odnośnie tego, o czym warto pisać i w jaki sposób powinno się to zrobić, aby zachęcić czytelnika do lektury, jednocześnie nie pozbawiając samego siebie przyjemności i dumy ze stworzenia czegoś swojego, własnego, unikatowego. Czy spodziewałam się czegoś takiego? Hell no! Mimo że zbiór listów Lovecrafta nie jest pierwszym tego typu tytułem, z jakim się spotykam, to właśnie tutaj czekały na mnie liczne momenty zaskoczenia. Kto by pomyślał, że w tak niepozornej książce będzie można odszukać coś tak niesamowitego?

Wydawnictwo Sine Qua Non podjęło się wydania tak pożądanej pozycji i... wykonało kawał dobrej roboty! Widząc fantastyczne wydanie oprawione czarną okładką z prostymi, białymi literami na grzbiecie, potencjalny czytelnik ma ochotę zatopić się w lekturze, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Co nieciekawe, wydawca już podczas premiery książki alarmował o ograniczonej ilości egzemplarzy dostępnych do sprzedaży, dlatego trzeba się spieszyć i nie żałować dobrze wydanych pieniędzy!

Jednak niczym jest świetny wygląd w porównaniu z rewelacyjnym wnętrzem, jakie kryją w sobie Koszmary i fantazje. Tłumaczenie, którym zajął się Mateusz Kopacz, jest nawet więcej niż niespodziewanie dobre! Szczerze liczę na to, że w niedalekiej przyszłości wpadnie mi w ręce książka, której drugim autorem będzie właśnie ten człowiek. W przypadku tego zbioru listów i esejów, tłumacz przedstawił słowa pisarza tak, jakby to właśnie Lovecraft mówił je do nas w polskim języku, a w ostatnich czasach coraz rzadziej można spotkać się z takim fenomenem. Chylę czoła!

Podsumowując, pierwsze polskie wydanie listów Lovecrafta nie rozczarowało mnie nawet w niewielkim stopniu! Jestem pewna, że czytanie dzieł autora sprawi największą przyjemność jego zagorzałym fanom, których mamy również w naszej ojczyźnie. Tym też osobom ten zbiór szczerze polecam. Wątpię jednak, aby zawiedli się na nim ci, którzy jedynie kojarzą znanego pisarza, a chcieliby dowiedzieć się więcej nie tylko o nim, ale i o ważnych życiowych wartościach, których temat porusza w swoich esejach. Nie pozostaje mi nic innego, jak podpowiedzieć zakup tej książki wszystkim, których zaintrygowała. Póki jest jeszcze dostępna! :)

Ocena: 8/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non! 

piątek, 25 stycznia 2013

Piecdziesiat twarzy Greya


Autor: E. L. James
Oryginalny tytuł: Fifty Shades of Grey
Seria: Pięćdziesiąt odcieni [tom 1]
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 608
Premiera: 2012


Trzeba pocałować wiele żab, nim trafi się na księcia...

czwartek, 10 stycznia 2013

Wiatr. Wiadomosc do mnie


Autor: Miriam Dubini
Oryginalny tytuł: Aria. Messagio per me
Seria: Wiatr [tom 1]
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 192
Premiera: 2012
Powietrze przepełniają obrazy niewidoczne dla oczu. Jednak, jeśli znasz wiatr i umiesz słuchać jego głosu, może uda ci się dostrzec ślady słów przecinające niebo jak wstęgi świateł. To są zagubione wiadomości, nigdy niewysłuchane zdania, myśli rzucone na wiatr. Powietrze utkane jest z cieniuteńkich nici, które czasem się zrywają. My potrafimy czytać z nieba, odnajdywać wiadomości, łączyć rozerwane nici i wytyczać nowe ścieżki przeznaczenia. My tworzymy idealne chwile.

piątek, 21 grudnia 2012

Ostatnia spowiedz. Tom I


Autor: Nina Reichter
Oryginalny tytuł: Letzte Beichte
Seria: Ostatnia spowiedź [tom 1]
Wydawnictwo: Novae Res s.c.
Liczba stron: 380
Premiera: listopad 2012
Czasami w życiu zdarzają się rzeczy, których zupełnie się nie spodziewamy. Zdarzą się, a potem już nic nie jest takie samo. I nie będzie. Na pewno wam też kiedyś coś takiego się zdarzyło. Mnie - ostatnio. Zupełnie przypadkowo na mojej drodze stanął ktoś, kto oświetlił mój dzień niezwykłą iskierką radości.

środa, 19 grudnia 2012

Klatwa tytanów


Autor: Rick Riordan
Oryginalny tytul: The Titan's Curse
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy [tom 3]
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 312
Premiera: 2010

Nawet najdzielniejszym zdarza się upadek...

czwartek, 22 listopada 2012

Klatwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszly za wczesnie




Autor: Michele Primi
Oryginalny tytuł: Tragedie e misteri del rock'n'roll
Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 272
Premiera: 7.11.2012
Ocena: 8/10





Widzę siebie jako wielką, płonącą kometę, spadającą gwiazdę. Wszyscy się zatrzymują, wskazują na nią i z trudem łapiąc powietrze, wołają: "Och, spójrzcie!" i wtedy - świiist i już mnie nie ma... I nigdy więcej czegoś takiego nie zobaczą... I nie będą w stanie mnie zapomnieć - nigdy.
- Jim Morrison


Michele Primi to włoska pisarka, będąca autorką biografii zespołu Queen, wydanej w 2008 roku, nie będącej jednak przetłumaczoną na język polski. Powyższym cytatem autorstwa znanego amerykańskiego poety i piosenkarza związanego z grupą The Doors, Michele zaczyna swoją książkę, będącą zbiorem 63 historii o światowych ikonach - gwiazdach rock and rolla, terminu powstałego w latach 50. XX w. i oryginalnie nawiązującego do aktu seksualnego, przekształconego jednak przez późniejszych wytwórców. Opisane w książce losy muzycznych legend są ułożone chronologicznie od momentu ich śmierci.  Nieustająca przygoda zapoczątkowująca zdumiewające wydarzenia, zaczyna się w roku 1938, czyli chwili odejścia bluesowego gitarzysty, utrzymującego fakt, że zawarł pakt z diabłem, oddając mu swą duszę za to, że grą na gitarze przewyższy wszystkich innych. Mowa tu o Robercie Johnsonie, pierwszym z legendarnych ikon rock and rolla.



W swojej podróży z ważnymi osobistościami, trafiamy na Jimiego Hendrixa i Iana Curtisa, a kończymy przy Whitney Houston, zmarłej 11 lutego bieżącego roku. W kilkustronicowych biografiach poszczególnych artystów możemy wychwycić, że mimo iż żyli w innych od siebie czasach, każdy z nich miał talent i chęć tworzenia, którą wyjawiał w często odmienny i oryginalny sposób. Niestety wielu z tych artystów odeszło w młodym wieku z różnych, zwykle nieznanych powodów, zabierając ze sobą wszystkie pomysły, które mogły pokrzepić ludzkość, dając im nadzieję na rozwiązanie problemów, czy znalezienie wielkiej miłości. Nawiązywał do tego między innymi John Lennon wraz z Yoko Ono w czasach ich protestu Bed-In for Peace i innych pacyfistycznych manifestacji. Marzył o pokoju i o świecie, w którym ludzie będą się kochać, a nie wszczynać wojny. Wierzył w świat bez nieba i piekła, i bez religii. To ostatnie sformułowanie przyniosło jednak fatalne skutki, albowiem było przyczyną postanowienia fanatycznego chrześcijanina o zamordowaniu jednego z Beatlesów, których był wiernym fanem. Jak widać człowiek jest zdolny posunąć się do wszystkiego, aby tylko osiągnąć jako taką popularność...

Przyczyną popełnienia samobójstw muzyków, którzy odeszli za wcześnie, mogło być między innymi życie pod presją czy chociażby niemożność utrzymania tak wielkiego ciężaru, jakim był mus upublicznienia swojego życia prywatnego. Znakomitym przykładem poddania się temu problemu jest Kurt Cobain, który nie potrafił poradzić sobie z samotnością, która z biegiem lat doskwierała mu coraz bardziej. Jak zapewnia nas autorka, czytając notatki muzyka można łatwo stwierdzić, że był on zwykłym człowiekiem o odmiennej wrażliwości, nie potrafiącym utożsamić się z trudnym i niepojmowalnym światem. Dlatego też liczba jego problemów narastała. Jednym z nich były środki odurzające, które dotykały niemal każdą gwiazdę zarówno ówczesnych, jak i współczesnych czasów. Znacznej części z nich przyszło umrzeć. Mimo woli dołączyli do grona zmarłych, co było oczywiście konsekwencją życia w imię zasady sex, drugs and rock'n'roll, która nigdy nie wyszłaby nikomu na dobre.


Autorka w swoim dziele postanowiła poruszyć kwestię klątwy ciążącej między innymi na muzykach zaliczających się do tzw. Klubu 27, czyli grupy osób zmarłych w tytułowym wieku. Stało się to interesującym zagadnieniem zwłaszcza na początku lat 70. XX w., gdy w ciągu paru lat odeszło kilka czołowych postaci świata muzyki, takich jak Brian Jones czy Janis Joplin. Z biegiem lat przerażająca liczba 27 stała się legendarna i do grona ludzi zmarłych w tym wieku  zaczęło zaliczać się coraz więcej osób. Wciąż popularnym, najnowszym przykładem jest Amy Winehouse, która odeszła ze świata żywych zaledwie rok temu.

Jednak pozycja Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie mimo wszystko nie skupia się jedynie na śmierci głównych wykonawców kultowych hitów muzycznych, ale ich życiem i problemami, które dotykały ich często jeszcze bardziej niż zwykłych, szarych jednostek - takich, jak każdy z nas. Lektura tej pozycji ma na celu przede wszystkim uświetnienie niesamowitej działalności znanych muzyków, będącej fundamentem, a wręcz podstawową formą wszystkich stylów rockowych, wykonywanych przez dzisiejszych artystów, których twórczość możemy usłyszeć w stacjach radiowych. Książka ta jest przede wszystkim idealnym prezentem dla każdej osoby interesującej się muzyką. Zapewniam, że ten doskonale przedstawiony album będzie tym, do którego z chęcią będzie można wracać. Jak najbardziej polecam!


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J.

czwartek, 8 listopada 2012

W mocy ducha




Autor: Richelle Mead
Oryginalny tytuł: Spirit Bound
Seria: Akademia Wampirów [tom 5]
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Premiera: 2011
Liczba stron: 488
Ocena: 8/10





Richelle Mead jako autorka książek dla młodzieży stała się słynna i znana po napisaniu serii Akademia Wampirów. Zdobyła serca ogromnej liczby fanek, stąd też postanowiła opublikować pozostałe pozycje o paranormalnych stworach, które dotychczas napisała. Jest tu mowa o serii o sukubach, która spotkała się z podobnym uznaniem, co swoja poprzedniczka. W mocy ducha jest piątym tomem serii o wampirach z Akademii im. świętego Władimira. Rose po nieudanej wyprawie na Syberię postanawia wrócić do szkoły, aby tam ukończyć swoje szkolenie strażnicze. Bez niego nie będzie mogła chronić swojej przyjaciółki, Lissy, będącej ostatnią z wymierającego rodu Dragomirów.




Główna bohaterka jest rozczarowana swoim zachowaniem i tym, że wyruszając na podróż mającą na celu uwolnienie, a więc zabicie swojego ukochanego, postępowała zgodnie z tym, co podpowiadało jej serce, zamiast kierować się rozumem. Nie udało jej się uśmiercić Dymitra, lecz znajduje inne wyjście: być może uda jej się przemienić swojego lubego w postać, jaką był pierwotnie - dampira. Jednak jeśli chce to zrobić, to musi posłużyć się zdolnościami osób specjalizujących się w mocy ducha. Przyjaciółka Rose stwierdza, że to właśnie ona powinna pomóc jej w tym trudnym zadaniu. Chce choć raz poczuć się potrzebna i doceniona. Chciałaby w końcu móc odwrócić role i ochronić główną bohaterkę tej historii, tak jak ona robiła to w stosunku do tamtej. Przeszkodą okazuje się jednak sam z pozoru pokrzywdzony, który nie wyraża najmniejszych chęci rozpoczęcia działań w celu odzyskania swojej duszy. Nie dopuszcza też nikogo do siebie i jest zdolny do zabicia dosłownie każdego... bez wyjątków. Jakby tego było mało, zaczyna wysyłać swojej wybrance szydercze, niemiłe liściki mówiące o tym, że gdziekolwiek się skryje, on i tak ją odnajdzie. Po tym, co połączyło ich na Syberii, postanowił że dołoży wszelkich starań, aby Rose dołączyła do kręgu wiecznie nieśmiertelnych. Zaświadcza, że mimo iż chciał pozostawić jej wybór, ostatnie wydarzenia zmuszają go do przerwania oczekiwań na decyzję dziewczyny. Mężczyzna zaczyna działać i już wkrótce odbija się to na życiu głównych bohaterów, jednak Rose także w tej części pozostaje uparta i za wszelką cenę pragnie choć tym razem pomyśle dokończyć wcześniej rozpoczętą misję.

Cóż, ta część mnie trochę zawiodła. Nie oceniłam jej też tak wysoko jak poprzednie, bo szczerze mówiąc, to nie spodobała mi się jak tamte. Często niektóre historie po prostu mnie nudziły i nie miałam ochoty czytać dalej. Dymitr, będący moim ulubionym bohaterem, występował jedynie w pewnych częściach książki, przez co prawdopodobnie była mniej ciekawa. Podobnie było z Adrianem, którego jest mi strasznie szkoda! Z pewnością nie zasługuje na los, który go spotkał, tak samo jak Rose nie zasługuje na bycie z nim. Zgodnie z tytułem tego tomu, był on skupiony głównie na mocy ducha i uzdolnieniach osób, które się nim posługują. Dzięki bratu Wiktora Daszkowa bohaterowie odkrywają sposób, dzięki któremu być może uda im się przemienić strzygę w przyjemniejszą postać, która nie żeruje na życiach niewinnych ludzi i... posiada własną, czystą duszę. Przygody Rose i jej przyjaciół nie zaciekawiły mnie nawet w najmniejszym stopniu, jednak przez lekkość pióra Richelle Mead i chęć skończenia całej sześciotomowej serii, postanowiłam dokończyć tę część, aby przejść do kolejnej. Nie żałuję, że to zrobiłam! Zakończenie było tego warte. Z chęcią czytałabym tę lekturę, gdyby każdy rozdział był równie intrygujący, jak te ostatnie. Polecam osobom, które są w trakcie czytania serii Akademia Wampirów, bo uwierzcie, że szósty tom zrekompensuje Wam te... poniekąd męki ;)

wtorek, 6 listopada 2012

Merlin. Nieznane lata (Księga I)




Autor: Thomas Archibald Barron
Oryginalny tytuł: The Lost Years of Merlin
Seria: Merlin [tom 1]
Wydawnictwo: G+J
Premiera: 2012
Liczba stron: 450
Ocena: 8/10




Thomas Archibald Barron, autor wielotomowej serii o Merlinie, już w dzieciństwie chciał zostać pisarzem, a z biegiem lat pasja literacka jedynie się pogłębiała. Od 1990 roku, czyli momentu wydania swojej pierwszej książki, może już nazywać się prawowitym pisarzem, albowiem w liście swoich dzieł ma wiele książek dla dzieci i młodzieży, pisze też książki przyrodnicze.


Słysząc wyrażenie legendy arturiańskie na pewno każdy z nas ma choć niewielkie pojecie, o czym będą one opowiadać. Oparte są one na prawdziwych wydarzeniach związanych z królem Brytanii - Arturem, który osiada w zamku Camelot tuż po koronacji. U jego boku od najmłodszych lat stoi Merlin, czarodziej o wielkich mocach, które mimo że z założenia zostały mu przydzielone po to, aby czynił zło, dzięki dobremu sercu chłopca zamieniły się w podobne dobro. Jednak w tych legendach mag pojawia się dopiero wtedy, gdy jest już dorosły. O dziwo nie ma najmniejszej wzmianki o tym, jak przebiegało jego życie, gdy miał zaledwie kilka lat. Nie wiadomo też nic o jego pochodzeniu czy miejscu narodzenia. T. A. Barron, jeden z wielbicieli historii o królu Arturze, był zafascynowany postacią, jaką jest Merlin. Postanowił stworzyć serię książek opowiadającą historię chłopca od najmłodszych lat jego życia. Zapoznaje nas z fascynującymi opowieściami o tym, co przeżywał. Mimo że zostało to wymyślone przez autora, to jest równie interesujące jak rzeczywiste historie o Camelocie spisane przez wiele lat zarówno w ojczystym kraju króla Artura, jak i w innych państwach uwielbiających te opowieści.

Wnioskując po tym, że król Artur zasiadł na tronie ok. 505 roku, akcja powieści rozpoczyna się pod koniec V wieku. Dwunastoletni chłopiec zostaje wyrzucony na brzeg morza. Niczego nie pamięta, począwszy od tego, gdzie się znajduje, skończywszy na tym, jak się nazywa. Jedyną osobą, która może mu pomóc w odkryciu prawdy o tym, co się dzieje, jest kobieta, która również została wyrzucona przez wodę. To dzięki niej chłopiec poznaje wiele opowieści i legend związanych z Olimpem i greckimi bogami. W książce jest dużo wzmianek o Apollo, a także innych osobach i miejscach mitologicznych. Podobnie do legend arturiańskich, i ta historia jest owiana celtycką tajemnicą, zatem czytając nie dowiadujemy się jedynie nieco na temat dawnych wierzeń, ale i magicznych mocy czy rytuałów, będących ciekawym dodatkiem do lektury fantastycznej.

Gdzie w ciemności zamek wiruje miarowo,
Małe stanie się wielkie, koniec zacznie na nowo,
Tylko kiedy olbrzymi zatańczą na sali,
Wszystkie bariery runą i zło się oddali.

Emrys wkrótce stwierdza, że jest gotowy rozpocząć przygodę mającą na celu odnalezienie swojego ojca, o którym dotychczas Branwen nie wspomina ani słowem. Wymieniła tylko raz stwierdzenie, iż "nie jest on taki, na jakiego wygląda". Chłopiec zaciekawiony swoją przeszłością w odległej krainie Fancayry, postanawia zbudować prowizoryczną tratwę, która oczywiście nie wytrzymuje wielkiego sztormu na morzu, powstającego nocą po wypłynięciu na srogie wody. Emrys dociera jednak na brzeg dotychczas niezwiedzanego przez niego lądu. Spotyka tam między innymi Rhię - dziewczynkę, która niemal poświęciła za niego życie, aby uratować swój dom przed całkowitą ciemnością. Na swojej drodze spotyka również niewielkiego olbrzyma oraz kruka, którzy towarzyszą mu przez całą drogę do Spowitego Zamku, będącego siedzibą złowrogiego króla.

Jako wielbicielka historii Brytanii i legend arturiańskich, musiałam przeczytać tę książkę! Jeszcze zaczynając czytanie myślałam, że będzie ona opowiadać o losach czarodzieja u boku króla Camelotu, jednak tuż po wstępie przekonałam się, że opowiada ona o jego dzieciństwie, a nie o latach dorosłości. Niemniej jednak nie zawiodłam się. Muszę przyznać, że książka spełniła moje wszelkie oczekiwania i od dziś gości na liście ulubionych. Miejscowo kojarzyła mi się ze stylem Tolkiena, jednak przekonałam się, że mimo iż nie przepadam za autorem Władcy pierścieni, nie jest to żadna ujma. Powieść wciągnęła mnie całkowicie i nie mogłam oderwać się od czytania. Zaliczyłabym ją zarówno do fantastycznych, jak i do przygodowych, bo już dawno nie spotkałam się z tak dużą dawką historii! A mówiąc już o historiach, chcę pogratulować autorowi pomysłu wspominania wielu ciekawych legend, z którymi nie zapoznałam się nigdy wcześniej. Zapoznanie czytelnika z mitologią grecką i rzymską było rewelacyjnym przedsięwzięciem i jestem pewna, że spodoba się nie tylko mi, ale i pozostałym wielbicielom serii o Merlinie. Słowem podsumowania chciałabym niezmiernie polecić tę książkę wszystkim osobom, które zaczytują się w fantastyce i literaturze przygodowej. Będzie stanowiła świetne dopełnienie waszej książkowej kolekcji i na pewno nie pożałujecie jej kupna! Osobiście zamierzam już niedługo postawić na swojej półce pozostałe księgi i zachęcam do zrobienia tego samego, bo "nie ma to jak wyborna lektura na koniec dnia wybornych lektur" - jak to powiedział jeden z bohaterów :)

Jesteś wszystkim, co się na ciebie składa.

Tę książkę otrzymałam do recenzji od księgarni Gandalf, lecz nie ma to wpływu na moją ocenę.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Księżyc w nowiu




Autor: Stephenie Meyer
Oryginalny tytuł: New Moon
Seria: Zmierzch [tom 2]
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Premiera: 2009
Liczba stron: 488
Ocena: 8/10




Słysząc lub czytając o wampirach, pierwsze, co nam przychodzi nam na myśl to popularny od kilku lat Zmierzch. Jest to czterotomowa saga autorstwa Stephenie Meyer. Autorkę można kojarzyć również z powieści Intruz skierowanej także dla młodzieży. Wszystkie książki, jakie napisała doczekały się ekranizacji. Wkrótce na ekrany kin wejdzie ostatnia część sagi o paranormalnych stworzeniach, dlatego postanowiłam, że sięgnę po wszystkie cztery części przed premierą ostatniego filmu. Dotychczas udało mi się przeczytać dwie z nich, jednak obiecuję sobie, że uda mi się przebrnąć przez kolejne dwie jeszcze w tym miesiącu. Jak wyjdzie - zobaczymy, a tymczasem...

filmowa okładka książki
Bella kończy osiemnaście lat. W świetle prawa jest już pełnoletnia. W związku z tym Alice postanawia zorganizować przyjęcie w gronie rodziny Cullenów. Niestety niezdarna Bella przecina sobie skórę papierem do pakowania prezentów, przez co jeden z wampirów traci kontrolę. Na szczęście główna bohaterka wychodzi z tego jedynie z kilkoma szwami na ciele, jednak konsekwencją zachowania wampira jest wyjazd Cullenów z miasta. Edward postanawia zostawić swoją ukochaną, aby nigdy więcej żaden z jego bliskich nie mógł wyrządzić jej żadnej krzywdy. Dziewczyna desperacko szuka kontaktu ze swoim wybrankiem i najlepszą przyjaciółką-wampirzycą, jednak bezskutecznie. Po zaniechaniu poszukiwań wpada w depresję i przestaje rozmawiać z kimkolwiek. Funkcjonuje jak robot - bez większych uczuć, nie mówiąc ani nie myśląc o niczym szczególnym. Po wielu miesiącach udręki ojciec dziewczyny postanawia zabrać ją z powrotem do jej matki, jednak Bella sprzeciwia się temu i obiecuje mu, że od tej pory będzie wychodzić z koleżankami, aby nie siedzieć całymi dniami w domu. Wracając z kina z jedną z przyjaciółek, zauważa mężczyzn podobnych do tych, którzy rok wcześniej chcieli ją zaatakować. Zaczynają ją wołać, gdy nagle dziewczyna słyszy w swojej głowie ostrzeżenie od... Edwarda! Wysnuwa wniosek, że jej wybranek pojawiać się będzie w każdej chwili, gdy zobaczy, że ona jest w niebezpieczeństwie. Dlatego też któregoś dnia, widząc zepsute motory na sprzedaż, postanawia je kupić i pojechać do swojego przyjaciela zajmującego się motoryzacją - Jacoba Blacka. Od tej pory spędzają ze sobą każde popołudnie i weekendy, jednak zamiast pozostawać w przyjaźni, jedna ze stron zakochuje się w drugiej. Do czego to zaprowadzi? Jeśli jeszcze nie wiecie, najwyższy czas się dowiedzieć!


plakat filmu zrobiony przez fana


Stephenie Meyer pisze językiem prostym i przyjemnym do czytania. Z początku byłam sceptycznie nastawiona do tej części, bo wiedziałam, że będzie w niej strasznie dużo Jacoba. Jednak pozytywnie się rozczarowałam! Księżyc w nowiu okazał się lepszy od pierwszego tomu sagi! Biorąc pod uwagę pozostałe części, ta stała się moją ulubioną. Chłopiec został pokazany od miłej, przyjaznej strony i polubiłam go bardziej niż nieszczęśliwego wampira, odrzucającego największą miłość swojego życia. Przy zakończeniu nie mogłam ukryć smutku, że czytanie o fantastycznych chwilach Jacoba i Belli dobiegło końca. Mimo że w ekranizacji nigdy nie lubiłam tego bohatera, tak w książce od teraz jestem za nim! Polecam sagę Zmierzch zwłaszcza fanom paranormal romance, do których została ona skierowana.




Miłość jest ślepa. Im mocniej się kogoś kocha, tym bardziej irracjonalnie się postępuje.

sobota, 3 listopada 2012

Boy 7




Autor: Mirjam Mous
Oryginalny tytuł: Password
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 248
Premiera: 2012
Ocena: 8/10 




Mirjam Mous jest holenderską pisarką słynącą ze swoich interesujących, mrożących krew w żyłach thrillerów dla dzieci i młodzieży. Czytając Boy 7 nie miałam jednak wrażenia, jakoby czytelnicy ze starszej grupy wiekowej musieli odmawiać sobie przeczytania tej książki. Wydaje mi się, że spodoba się niemal każdej osobie, niezależnie od płci czy wieku, albowiem styl pisania autorki nie jest przepełniony typowo młodzieżowym językiem, co mogłoby być nieco przytłaczające dla dojrzalszych czytelników. Problemy przedstawione w książce nie są płytkie ani banalne, dlatego trafi w gusta zarówno miłośników tytułowych thrillerów, jak i innych gatunków literackich.

Główny bohater leżąc na gorącej łące budzi się ze snu nie pamiętając zupełnie niczego. Nie wie gdzie jest, ani nawet jak ma na imię. Rozglądając się po pustkowiu znajduje plecak, w którym najwyraźniej przyniósł ze sobą kilka niezbędnych rzeczy. Wśród nich odszukuje telefon komórkowy. Zadowolony wykręca numer alarmowy, gdy na wyświetlaczu widzi, że ktoś zostawił mu wiadomość głosową przestrzegającą o tym, aby nie dzwonił na policję. Ocknąwszy się, zaczyna rozumieć, że to on zostawił sobie tę informację. Próbując dodzwonić się na numer, z którego ją odebrał, słyszy za sobą warkot samochodu, dlatego czym prędzej do niego podbiega. Tam poznaje miłą dziewczynę, Larę, która oferuje się, że podwiezie go do hotelu, w którym i ona teraz zamieszkuje. Chłopiec nie wiedząc nic o sobie przedstawia się jako Boy Seven, bo tak jest napisane na metce każdej z części jego garderoby. Szukając wskazówek na dowiedzenie się tego, co sprowadziło go w te strony i dlaczego stracił pamięć, wraz z pomocą dziewczyny odnajduje wiele przeróżnych przedmiotów, które pomogą mu w odkryciu prawdy na temat tego, co przeżył zaledwie jeden dzień temu...

Przyznaję się bez bicia: jestem fanką thrillerów! Ta mania budzi się we mnie za każdym razem, gdy dorwę książkę zaliczającą się do tego gatunku i... naprawdę muszę powiedzieć, że ta pozycja zasługuje na gromkie oklaski! Przeczytałam ją jednym tchem odrywając się jedynie na wyjścia do toalety, co już jest dość niesamowite - nieczęsto zdarza mi się, aby jakaś książka wciągnęła mnie tak jak ta. Jest podzielona na kilka części, w których akcja rozwija się dość dynamicznie. To, z czym się spotkałam najlepiej byłoby nazwać książkową incepcją, albowiem bohater poznaje prawdę poprzez czytanie własnoręcznie spisanej historii cierpień, więc czytając dostrzegamy uczucia chłopca kilka miesięcy wcześniej, jak i wrażenia w dniu rozwiązania zagadki. Tę lekturę zaliczyłabym również do nieprzyjemnych wizji przyszłości, co z pewnością większość czytelników zauważy, gdy tylko dorwie się do tej książki. Uświadamia wiele rzeczy, o których nie mamy pojęcia żyjąc w pośpiechu i nie martwiąc się o resztę ludzkiej społeczności. Jak najbardziej polecam!

Tę książkę dostałam od wydawnictwa Dreams, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją recenzję.

czwartek, 1 listopada 2012

Miasto Kości




Autor: Cassandra Clare
Oryginalny tytuł: City of Bones
Seria: Dary Anioła [tom 1]
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 508
Premiera: 2009
Ocena: 8/10




Wyobraźcie sobie, że żyjąc zwyczajnie, tak jak dotychczas - jako normalni śmiertelnicy, zaczynacie dostrzegać rzeczy, przed którymi byliście blokowani przez całe swoje dotychczasowe życie. Nie była to wasza decyzja, a jedynie coś, co zostało wykonane przez najbliższą wam osobę, aby ochronić was przed całym złem tego... i innego świata. Jednak nagle ta cienka granica zostaje przerwana, a do waszego nudnego życia niespodziewanie wkraczają nieznane, choć niesamowicie ciekawe rzeczy i istoty, co do których pochodzenia nie do końca macie pewność. Wszystko jest przesiąknięte magią i tajemnicą, z którą do tej pory nie mieliście do czynienia... Z taką sytuacją zetknęła się główna bohaterka pierwszego tomu serii Dary Anioła autorstwa Cassandry Clare - Miasta Kości.

Clary jest typową nastolatką, choć o naturze samotnika. Odkąd pamięta trzyma się ze swoim przyjacielem, Simonem, który jak się okazuje jest w niej ślepo zakochany, o czym do pewnego czasu sama nie ma pojęcia. Któregoś dnia będąc z nim w klubie, tańcząc zauważa kilka podejrzanie wyglądających osób z nożami w dłoniach. Zaniepokojona podchodzi do nich, lecz szybko zostaje uświadomiona, że to, że ich widzi jest rzeczą niespotykaną i teraz musi zostać całkowicie wtajemniczona. W tym celu zostaje przeniesiona do innego wymiaru, niewidzialnego dla zwykłych istot Przyziemnych, do jakich dotychczas sądziła, że należy. Po pewnym czasie znajduje się w Instytucie - budynku zbudowanym specjalnie dla Nocnych Łowców polujących na złowieszcze demony i inne podejrzane istoty, takie jak wampiry czy wilkołaki. Poznaje tam Isabelle oraz jej brata, Alexa. Poza nimi spotyka tam mężczyznę, którego widziała wcześniej w barze. Tego, który zmusił ją do przybycia w to miejsce. Mowa tu o zapierającym dech w piersiach Jace'ie, którego łączy z Clary poza budzącym się, głębokim uczuciem, przede wszystkim jedna rzecz - oboje nie mają ojca, a przeszłość ich rodziców wiąże się z tym światem. Wspólnie odkryją prawdę.

Po przeczytaniu miliona pozytywnych opinii na temat tej książki, nie mogłam odpuścić sobie jej przeczytania. Niestety jej zakończenie zostało ujawnione w niemal każdej recenzji, dlatego też nie wywołało we mnie wielkiego zaskoczenia i nie zbierałam szczęki z podłogi. Nie wypieram się jednak, że często wertowałam kartki z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w zaskakujące momenty, które ciągle miały miejsce w życiu bohaterów Miasta Kości. Nareszcie spotkałam się z serią, w której temat wampirów jest obecny jedynie w niewielkim stopniu, a za to Cassandra Clare otrzymuje ode mnie ogromnego plusa! Krwiopijcy chyba powoli zaczynają mnie nudzić, a ta prosta w przekazie, przyjemna i wciągająca lektura była idealną odskocznią od dotychczas czytanych przeze mnie książek. Wiele osób porównywało ją jakością do losów Harrego Pottera spod pióra J. K. Rowling, których jestem wielką fanką. Niestety nie mogę potwierdzić tego stwierdzenia. Mimo wszystko pierwszy tom Darów Anioła nie poruszył mnie tak bardzo, jak wcześniej wymieniona seria. Co prawda jest to ciekawa lektura, którą szybko się czyta, lecz w podobnym tempie się o niej zapomina. Nie wiem, czy sięgnę po kolejne części, jednak wszystkim, którzy szukają czegoś lekkiego do czytania, a do tej pory nie mieli styczności z dziełami pani Clare, z miłą chęcią polecę tę książkę :)

Chciałbym cię nienawidzić. Chcę cię nienawidzić. Próbuję cię nienawidzić. Byłoby o wiele łatwiej, gdybym cię nienawidził. Czasami myślę, że cię nienawidzę, a potem cię spotykam i...

wtorek, 25 września 2012

Klan wilczycy





Autor: Maite Carranza
Oryginalny tytuł: El clan de la Loba
Seria: Wojna czarownic [tom 1]
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 382
Premiera: 2008
Ocena: 8/10





W czasach, gdy na porządku dziennym wydawane są książki poruszające temat wampiryzmu, czytelnikom dziwną może wydawać się propozycja wydawnictwa Jaguar - Klan wilczycy, będący rozpoczęciem trylogii Wojna czarownic. Pozycja autorstwa Maite Carranzy odbiega od standardowych wymagań większości dzisiejszych czytelników, zwłaszcza tych młodszych o płci żeńskiej. Szukając powieści o magii, napotykamy na powyższy tytuł, który już po wyglądzie okładki informuje nas o tym, że nie będzie to nic na miarę Zmierzchu.

Główna bohaterka imieniem Anaíd, nazywana przez rówieśników "karlicą cotowszystkowie", jest nieświadoma tego, co wokół niej się dzieje. W odróżnieniu od dorastających dziewcząt, będących córkami dobrych czarownic z klanu Omar, nie zostaje wtajemniczona w tajniki magii, którą w nastoletnim wieku powinna znać choć w teorii. Nielubianej przez kolegów ze szkoły, brzydkiej, choć niezwykle mądrej dziewczynce nie pozostaje nic innego prócz wsparcia matki, lecz i ona wkrótce wyjeżdża, zostawiając ją bez opieki w towarzystwie swoich przyjaciółek. Co ciekawe, jak się później okazuje - wszystkie informacje dotyczące wyjazdu matki były kłamstwem. Pozorując ucieczkę, maskowała fakt porwania przez złe czarownice Odish. Pytanie brzmi: czy Selene nie zrobiła tego dobrowolnie?

Książki pisane w narracji pierwszoosobowej zazwyczaj nie są nudne i w tym przypadku również tak nie było. Co ciekawe, bohaterka nie narzucała nam własnych odczuć, a opowieści o nich były niezwykle ciekawe - takie, że aż chciało się więcej. Fantazyjny bieg wydarzeń, jaki towarzyszy nam przy czytaniu Klanu wilczycy sprawia, że lektura wciąga i zastanawia, wręcz skłania do zastanawiania się nad tym, kto naprawdę jest winowajcą. Między niektóre rozdziały wplatane są piękne rysunki, o których nie sposób nie wspomnieć! Z pewnością sprzyja to czytaniu. Polecę tę książkę nie tylko fanom magii i czarownic, lecz zwłaszcza osobom szukającym wytchnienia i relaksu przy lekkiej, przyjemnej książce.

piątek, 27 lipca 2012

Ani żadnej rzeczy...









Autor: PM Nowak
Wydawnictwo: Czarna Owca
Premiera: 2012
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10








PM Nowak to z pewnością - na obecną chwilę - mało znana osoba. Podróżował, pracował w zawodzie tłumacza, jednak po latach tułaczego życia postanowił osiąść w stolicy Polski. Od tamtej pory najwięcej czasu poświęca na swoją niewątpliwie największą pasję, jaką jest pisanie. Ani żadnej rzeczy... jest debiutancką powieścią naszego rodaka, opowiadającą o śledztwie w sprawie tajemniczego morderstwa.

Powieść kryminalno-sensacyjna, z jaką mamy tutaj styczność, jest historią podzieloną na rozdziały odpowiadające każdemu dniu od czasu tragedii. Była nią śmierć trzydziestodziewięcioletniej Katarzyny Cebulskiej zamieszkałej w Warszawie, która zginęła na skutek strzału w głowę. Obwiązaną, martwą kobietę policja znajduje tuż po otrzymaniu zgłoszenia, które nadane zostało zaraz po usłyszeniu wystrzelenia. Sprawa ta zostaje przydzielona komisarzowi Zakrzeńskiemu oraz prokuratorowi Wilkowi, którzy - wcielając się w rolę detektywów - węszą przy każdym, kto miał jakikolwiek związek z ofiarą. Zarówno mąż zmarłej jak i przyjaciele - wszyscy zostają prześwietleni przedstawiając swoje alibi. Które z nich skłamało? Na kogo spadnie wina? Czy śledztwo potoczy się gładko, bez żadnych przeszkód?

Kryminał jest gatunkiem, z którym do tej pory nie miałam do czynienia. Morderstwa, zagadki i śledztwa zawsze przyciągały mnie do siebie, jednak nigdy w literaturze. Z pewnością spytalibyście - dlaczego? Sama nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Gatunek ten kojarzył mi się zwykle z czymś nudnym, jednak od teraz jestem przekonana, że moje przeczucia były nietrafne. Ani żadnej rzeczy... to lektura, która odmieniła moje zdanie na temat kryminałów, mogłabym powiedzieć, że nawet nieco zachęciła mnie do sięgania po nie. Pomimo braku wartkiej akcji, z jaką zwykle powinniśmy się spotkać w takich dziełach, powieść ciągle nas przywołuje. Barwne, ciekawe postacie zmuszają nas do czuwania nad każdym zdaniem wypowiadanym przez kolejnego przesłuchiwanego człowieka. Nie jest to powieść całkiem przewidywalna, lecz podczas czytania można mieć pewne podejrzenia dotyczące danych osób.

Główne postacie wyznaczone do zajęcia się śledztwem są skrajnymi przeciwieństwami. Zakrzeński - osoba doświadczona i wyważona, natomiast Wilk - człowiek z głową w chmurach, nie do końca wiedzący, dlaczego właściwie jest na stanowisku, na którym się znalazł. Od samego początku zastanawia nas, co skłoniło autora to stworzenia takich bohaterów. Zbliżając się do końca, możemy zauważyć, że stanowią dobrą drużynę, która rzeczywiście może rozwiązać zagadkę morderstwa pani Cebulskiej.

Ani żadnej rzeczy... nie jest arcydziełem, ale i nie jest przeciętną powieścią. Pomimo tego, że jest to debiut autora, książka ta jest naprawdę dobra. Nie mam porównania do innych z tego gatunku, jednak z czystym sercem mogę powiedzieć, że warto ją przeczytać. Nowak pisze prostym, zrozumiałym językiem. Czytając pisane przez niego słowa, ciągle przewracamy kartki pragnąc więcej. Zdarzają się zarówno mniej porywające momenty, a także te, które wciągają nas tak bardzo, że najchętniej spojrzelibyśmy na koniec książki, aby mieć świadomość tego, kto jest winowajcą. Z pewnością książka spodoba się tym, którzy podobnie do mnie nie mają doświadczenia w tej tematyce, jak i tym, którzy kochają się w zagadkowych, nierozwiązanych sprawach.

Tę książkę w postaci ebooka dostałam od wydawnictwa Czarna Owca, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją recenzję.

czwartek, 12 lipca 2012

Kodeks bracholi






Autor: Barney Stinson, Matt Kuhn
Oryginalny tytuł: The Bro Code
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 196
Premiera: 2008
Ocena: 8/10






Przez wiele lat, z pokolenia na pokolenie zasady bracholi zostawały przekazywane w tajemny sposób tak, aby większość populacji nie wiedziała o ich istnieniu. Dzięki wieloletniemu zbieraniu informacji dotyczących rzeczy, jakimi kieruje się każdy mężczyzna chcący zachować takt i klasę przy rozmowie z innymi przedstawicielami swojego gatunku, każdy z nas może zapoznać się z "Kodeksem bracholi".

W zamierzeniu twórców książka ta miała być dodatkiem do serialu, gdyż jednym z jej autorów jest Barney Stinson - serialowy casanova, który nie powstrzyma się przed niczym, aby zdobyć kobietę, która na daną chwilę wyda mu się interesująca. Książka złożona z artykułów tworzących zasady zostania i bycia dobrym bracholem jest świetnym poradnikiem również dla osób, które do tej pory nie miały styczności z serialem "Jak poznałem waszą matkę" (ang. How I Met Your Mother), a chętnie zabrałyby się do lektury czegoś, co wywołałoby u nich uśmiech na twarzy. Twarda, stylizowana na skóropodobną, "poobdzierana" oprawa przykuwa wzrok i nie pozwala przejść obok tej pozycji obojętnie, a tuż po otwarciu nie sposób jest się od niej oderwać.

W tej nie liczącej nawet dwustu stron książce znajdziemy aż 150 zasad, które wyznaczają to, na co musi zgodzić się mężczyzna (lub kobieta!) zostający bracholem, np. "Brachol nigdy nie zostawi swojego brachola wystawionego". Oprócz - jak to sam nieskazitelny i najlepszy brachol w historii powiedział - standardowego kodeksu postępowania, możemy doszukać się tutaj rad na temat wykonywania czynności charakterystycznych dla bracholi, takich jak uścisk, składanie przysięgi skrzydłowego czy przewodnik po tatuażach: jaki możesz sobie zrobić i co będzie on oznaczał. Ale to nadal nie wszystko! Każdy czytelnik znajdzie tutaj kilka tabel bądź informacji do wycięcia i schowania w portfelu w razie przypadków awaryjnych (chcesz się wymigać z randki - odnieś się do Prawa Cytryny i podaj swej partnerce karteczkę z wytłumaczeniem swojej decyzji!). Typowy "forever alone" nie zostanie tym razem sam - aby nigdy nie był wystawiony, może wyciąć "pionę kodekso-bracholską" i nosić ją zawsze przy sobie!

Mimo że pozycja, jaką jest ten poradnik może wydawać się przeznaczona jedynie dla płci męskiej, to i kobiety znajdą tu coś dla siebie. Cechy charakteru, zwyczaje, których czasem same nawet nie dostrzegamy czy choćby tak błaha rzecz jak ubiór mogą zadecydować o rozpoczęciu manipulacji, której zostajemy ofiarami. Dlatego jeśli nadal bijesz się z myślami, czy ta książka jest dla Ciebie, to nie wiem nad czym jeszcze się zastanawiasz!

Tę książkę dostałam od wydawnictwa Sine Qua Non, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją recenzję.

piątek, 22 czerwca 2012

Candy









Autor: Kevin Brooks
Oryginalny tytuł: Candy
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 352
Premiera: 2005
Ocena: 8/10







Kevin Brooks to wszechstronny mężczyzna, który w swoim życiu "czepił się" niemal wszystkiego. Pracował w wielu nietypowych miejscach, obserwował zachowania ludzi związane z ich pracą, jednak jego marzeniem było pisanie książek i postanowił się temu poświęcić. Udało mu się to z rewelacyjnym skutkiem, w Polsce znany jest głównie z powieści "Martyn Pig". Brooks w swoich dziełach nie boi się poruszać tematu narkomanii bądź alkoholizmu, podchodzi do nich wręcz swobodnie. O tych problemach napisana została również książka "Candy", w której opisane dzieje są bardzo bliskie obecnej sytuacji, jaka panuje wśród nastolatków na całym świecie.

Główny bohater, Joe, to z pozoru normalny chłopiec ze zwyczajnymi problemami. Jak sam o sobie mówi - cichy i niewinny, niczym niewyróżniający się człowiek w dziwnej czapce. Przybył do Londynu, aby wyleczyć chorą rękę, a do domu wrócił z bałaganem w głowie. Jadąc pociągiem zobaczył Candy - dziewczynę, która w dużo szybszym czasie, niż sam by się tego spodziewał, skradła jego serce. Próby "The Katies" - zespołu, w którym grał razem z grupą rówieśników, przestały go już fascynować. Tak samo było ze wszystkim, czego się dotknął. Nagle przestawało mieć jakikolwiek sens.

Wkrótce jednak cudowny obraz zauroczenia, jakie chłopiec stworzył w swojej głowie, przybrał bardziej realistycznych barw. Po kilku spotkaniach Joe odkrywa, że dziewczyna jest prostytutką, która sprzedając się, zarabia na heroinę, od której jest uzależniona. Jakby tego było mało, ma również uporczywego alfonsa - Iggiego, który ciągle "siedzi jej na ogonie" i w dalszej części powieści sprawia niemało kłopotów. Od momentu poznania prawdy, Joe pragnie zrobić wszystko, aby wyzwolić swoją miłość od strasznego losu i uzależnienia.

Wykańcza samego siebie biorąc na własne barki problemy, które go przerastają. Obserwuje okropne rzeczy, jakie nadarzają się dziewczynie podczas chwilowych przerw od brania używek, jednak pomimo cierpień, których doświadcza Candy, chłopiec nie zamierza przestawać udzielać jej pomocy. Iggy również nie okazuje się być osobą, którą można poprosić o pomoc, a wręcz przeciwnie - prześladuje dziewczynę, którą uważa za swoją własność i za wszelką cenę chce, aby pozostała w swoim "zawodzie". Jednak nawet mimo to, Joe nie przestaje mieć nadziei, że w końcu przyjdzie dzień, w którym uzależnienie będzie obcym słowem dla wybranki jego serca.

Powieść jest pisana prostym językiem. Nic się nie miesza ani nie myli, postacie są jasno przedstawione. Od momentu wydania książki aż do dnia dzisiejszego możemy przy czytaniu jej odwołać się do tego, co dzieje się wśród młodzieży. Jest to stwierdzenie, którego nikt nie chciałby usłyszeć, jednak przez siedem lat ciągle spotykamy się z tymi samymi problemami, a więc tematyka powieści jest aktualna. Szczerze polecę tę książkę osobom, które lubią książki o takiej tematyce, jednak ci, którzy lubią wyraźne zakończenie, mogą odczuwać niedosyt.

Zbyt wiele rzeczy mieszało się w mojej głowie - światłość, ciemność, śmiech, ból, potrzeba, nienawiść, miłość...
Dlaczego zawsze musi tak być?
Dlaczego zawsze musi boleć?

sobota, 9 czerwca 2012

Lew, Czarownica i Stara Szafa







Autor: C. S. Lewis
Oryginalny tytuł: The Lion, The Witch and The Wardrobe
Seria: Opowieści z Narnii [tom 1]
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 182
Premiera: 1950
Ocena: 8/10










„Opowieści z Narni” to siedmiotomowy cykl wydany w latach 1950-1956 przez Clive Staples Lewis’a. Był angielskim pisarzem, historykiem literatury uważanym za znawcę średniowiecza i renesansu. Przyjaźnił się z J. R. R. Tolkienem, którego prace były dla niego inspiracją. Podobnie do twórcy Śródziemia, pragnął stworzyć własny, magiczny świat i w niedługim czasie mu się to udało. A świat ten był doprawdy bajkowy!


II wojna światowa to czas, w którym rozpoczyna się akcja powieści, stanowiącej pierwszą część serii. Londyn zaczyna być oblegany przez przedstawicieli niemieckich wojsk. Każdy z mieszkańców poszukuje schronienia, a co za tym idzie - pomysłu na ochronę swoich dzieci. W tej sytuacji miasto opuszcza czwórka rodzeństwa – Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr. Razem z resztą dzieci, odjeżdżają pociągiem do miejsc, w których mają mieszkać. Rodzeństwu przypada stary, osobliwy mężczyzna zamieszkujący duży dom na wsi.


Każde z dzieci miało mieszane uczucia odnośnie przeprowadzki; Łucja – najmłodsza z czwórki rodzeństwa – tęskniła za rodzicami, brakowało jej matczynej opieki i miłości. Była to niezwykle dobra, wrażliwa i szczera dziewczynka, mająca zawsze nadzieję na najlepsze. Nie zawahałaby się oddać własnego życia za kogoś, kto wydał jej się sympatycznym stworzeniem. Dzięki wspaniałemu usposobieniu, nikt nie jest w stanie wyrządzić jej krzywdy. 

Kolejnym dzieckiem w hierarchii wiekowej był złośliwy i kłamliwy chłopiec imieniem Edmund. Do wszystkiego podchodził sceptycznie, potrzebował ojca, który zaciągnął się do wojska i nie mógł być dla niego wzorem. Naśmiewał się z młodszej siostry, był ciekawski, ulegał wpływom. Jednak z biegiem czasu możemy zauważyć, że jego zachowanie niesamowicie się zmienia. Z niesfornego chłopca staje się poważnym, sprawiedliwym mężczyzną.


Jeśli mowa o sceptycznym podejściu, mistrzem możemy mianować Zuzannę – dziewczynę o spokojnym usposobieniu, która nie chciała narażać siebie i rodzeństwa na niebezpieczeństwo. Nie wierzyła w nic, czego nie potwierdziła nauka. Z natury była łagodną, pomocną osobą, którą ostatecznie udało się namówić na wyprawę pełną przygód.


Ostatnim dzieckiem był Piotr. Uważał, że jeśli ojciec nie mógł z nimi wyjechać, to jako jego najstarszy syn, czuł się odpowiedzialny za opiekę nad młodszym rodzeństwem. Takie podejście nie podobało się jednak bratu i siostrom, którzy chcieli być samodzielni.


Pewnego dnia, znudzone brzydką pogodą dzieci, postanawiają pobawić się w chowanego. Właśnie wtedy zaczyna się przygoda, która odmieni ich życia na zawsze.
Łucja otwiera pokój, w którym nie znajduje się nic prócz wielkiej, tajemniczej szafy. Uznając, że będzie to najlepsze miejsce na kryjówkę, wchodzi do niej i… ląduje w śniegu. Zachwycona bajkowym otoczeniem, idzie przed siebie. Gdy dochodzi do latarni, stanowiącej początek fantastycznej krainy, spotyka fauna. Jest to mężczyzna z koźlimi kopytami. Z początku oboje byli zawstydzeni, a faun o imieniu Tumnus nie mogło zrozumieć, jakim cudem stworzenie z ludzkiego plemienia przedostało się do tak odległego świata, jednak w kilka chwil wszystko się zmieniło. Wydawało się, że Tumnus chce ją poznać, chce mieć przyjaciela, ale nie było to prawdą. Pomimo że Łucja oczarowała go swoją dobrocią, Biała Czarownica wydawała rozkazy jasno. 


Owa kobieta sama nazwała się Królową, nie tolerowała nieposłuszeństwa i sprzeciwiania się. Zła do szpiku kości. Wymierzane przez nią kary były nieodwracalne, a każda osoba, która sobie „zaskórzyła”, kończyła jako posąg na jej dworze. Dowiedziawszy się o przepowiedni, która mówiła, iż złe czasy przeminął, gdy tron obejmą dwie córki Ewy i dwóch synów Adama, pragnie zabić wszelkie ludzkie istoty, które kiedykolwiek zostaną zauważone w Narnii. Gdy na drodze spotyka chłopca, próbuje go oczarować i zmusić, aby przyprowadził do niej resztę rodzeństwa. W zamian oferuje mu władzę i objęcie tronu. Nieświadomy niczego Edmund, przyprowadza swe siostry i brata, którzy są narażeni na niebezpieczeństwo.


Podczas wypraw do Białej Czarownicy oraz podróży na spotkanie Aslana – ogromnego lwa, który pomimo rzadkich przybyć, zawsze uosabia dobro i jest uważany za twórcę baśniowej krainy – czwórka rodzeństwa napotyka na wiele dotąd nieznanych im stworzeń, mówiących zwierząt i pół ludzi pół koni. Pomimo zwątpienia, smutku i rozczarowań, odwiecznej walki, dobro zawsze zwycięży, a prawowity władca będzie uważany za wzór wśród obywateli niezależnie od tego, czy zasiądzie na tronie, czy nie.


Lewis pisze prostym, zrozumiałym językiem. Przedstawia postacie na zasadzie kontrastu – zupełne inne opisy mają bohaterowie źli, a inne dobrzy. Stara się każde wydarzenie opisać tak, aby młody czytelnik mógł wyciągnąć z tego wnioski. Wierzy, że oddanie i miłość nadal istnieją. Ba! Uważa, że te uczucia mogą przywrócić bliskich do życia.


„Lew, czarownica i stara szafa” to powieść dla dzieci, młodzieży, a także dorosłych. Od samego początku porywa nas w świat fantazji. Polecę ją zwłaszcza osobom z prawie tak wybujałą wyobraźnią jak Łucja.



Mam nadzieję, że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy; ale jeśli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego - jeśli płakał całą noc, aż zabrakło mu łez - to wie, że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. Człowiek czuje się tak, jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć.



Ta recenzja została opublikowana na stronie Amanita.pl oraz Junior.reporter.pl.

niedziela, 3 czerwca 2012

P.S. Kocham Cię







Autor: Cecelia Ahern
Oryginalny tytuł: P.S. I love you
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 456
Premiera: 2011
Ocena: 8/10







2004 rok – data przełomowa dla Cecelii Ahern – kobiety, która stała się znaną pisarką w wieku 23 lat. Wtedy to zadebiutowała z książką „P.S. Kocham Cię”, która w mgnieniu oka stała się bestsellerem nie tylko w Irlandii, ale także na całym świecie. Los sprawił, że adaptację tej powieści ujrzałam przed jej przeczytaniem, jednak nie powstrzymało mnie to od „dorwania” się do książki. Wręcz przeciwnie – nie mogłam się doczekać, aż w końcu ją kupię.

Oglądałeś film i zastanawiasz się, czy przejrzenie kilkuset kartek nie będzie stratą czasu? Możesz wierzyć mi na słowo – nie będzie! Jednak… radziłabym ubezpieczyć się w paczkę chusteczek i upewnić się, że przez kilka godzin nikt nie będzie ci przeszkadzać, gdyż nie wyobrażam sobie oderwania się od czegoś tak pięknego choć na chwilkę.


Akcja rozgrywa się w rodzinnym mieście autorki – Dublinie. Właśnie tam mieszka para dwojga ludzi, której jak może się wydawać – jest przeznaczone „żyć długo i szczęśliwie”. Ona – wrażliwa, delikatna, kobieca. W temacie pracy skacze z kwiatka na kwiatek, żadna jej nie zadowala i zmienia ją co kilka miesięcy. On – zabawny, nieco wybuchowy, romantyczny. Oddany przyjaciołom i swej wybrance. Świat zaczyna się walić, gdy lekarz wykrywa u niego guza mózgu. Wtedy to wszystko zaczyna się zmieniać. Żona nie odstępuje męża na krok, najchętniej zostałaby z nim w łóżku do końca życia. Troszczy się o niego, dba… Jednak i to na nic, przeznaczenia nikt nie oszuka. Gdy Gerry umiera, Holly przez długi czas nie może dojść do siebie. Nie potrafi pogodzić się z faktem, że jej bratnia dusza, osoba, na której zawsze mogła polegać, która wysłuchiwała jej narzekań i zmartwień, odeszła. Zaniedbuje się, zapomina o reszcie świata, zamyka się w czterech ścianach i z domu wychodzi tylko do kiosku po słodycze. Jednak człowieka można złamać, ale nie pokonać! W najmniej spodziewanym momencie okazuje się, że Gerry zostawił listy na kolejne dziesięć miesięcy. Zapisuje w nich wiele wskazówek oraz wspomnień, dzięki którym łatwiej jest Holly znieść to, że poza tymi karteczkami papieru i myślami krążącymi po jej głowie, nic po nim już nie zostało.
Powieść czyta się szybko i przyjemnie. Autorka pisze dość rozbudowane zdania, jednakże nie przeszkadza to w czytaniu. Duża ilość epitetów określających uczucia, jakie towarzyszą danej postaci, pomagają czytelnikowi zrozumieć sytuację bohatera. Jako fanka fantastyki mogę powiedzieć, że ta książka była cudowną odskocznią od pozycji, po jakie do tej pory sięgałam. Warto było do niej zajrzeć.


Powieść zawiera wiele porad, o których istnieniu zaczynamy sobie uświadamiać wraz z biegiem czytania książki. Listy, które pisał Gerry oraz postępowanie Holly, jest świetnym poradnikiem dla człowieka, który nie może otrząsnąć się z porażki lub utraty kogoś bliskiego. Jest zbiorem punktów, dzięki którym można wyjść na prostą i zacząć żyć bez oglądania się w przeszłość. Pomocne są też wzmianki o wydarzeniach z życia bohaterów pobocznych – przyjaciół Holly oraz jej rodziny.


Dlatego też, jeśli szukasz wyciskacza łez (nie tylko tych wywołanych smutkiem, ale również tych, które spływają po policzkach przez częste ataki śmiechu!), książki, która wywrze na tobie masę uczuć, bądź nie dajesz sobie rady z sytuacją, z jaką się spotkałeś – ta powieść została napisana dla ciebie!



Zachowaj w pamięci nasze cudowne wspomnienia, ale proszę, nie bój się tworzyć nowych.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...